Nie uważacie, że motyw pasków stał się ostatnio taki bardzo... na czasie? I nie mówię tu tylko o paskach na odzieży. Ten print coraz częściej można spotkać na dodatkach do wystroju wnętrz czy przedmiotach codziennego użytku. Paski, a zwłaszcza te czarno-białe, to bardzo wyrazisty, graficzny wzór, który fajnie ożywia monotonne czy monochromatyczne pomieszczenia. Sama jestem absolutną fanką tego printu.


W dzisiejszym poście skomponowałam listę dziesięciu takich pasiastych dodatków dostępnych aktualnie w sklepach stacjonarnych i internetowych. Część z nich sama chętnie bym przygarnęła. A Wy, co myślicie o tej pasiastej modzie? Lubicie, czy raczej jej unikacie?


1. Pościel w paski bez wątpienia wygląda bardzo efektownie. Sama posiadam podobną zakupioną w jysku - z jednej strony jest w czarne kwiaty, a z drugiej w paski. Natomiast ta, którą widzicie na kolażu, pochodzi z ikea 69,99 PLN.

2. Coś dla miłośników kwiatów ciętych i nie tylko - pasiasty wazon z fromnord.pl 49 PLN.

3. Wzorów poduszek jest całe mnóstwo dlatego dałam wszystkie pod jeden punkt. Gdzie je kupić? - poduszka w zygzaki - totodesign.pl 79 PLN, poszewka w szerokie pasy - ikea 19,99 PLN, poszewka w wąskie paseczki - H&M Home 19,90 PLN.

4. Coś do jadalni. Z tego co zauważyłam to bardzo popularne podkładki na stół. Sama również je posiadam, co widać zresztą na zdjęciach z tego posta. ;) Ikea w cenie 3,99 PLN.

5. Czas na kilka dodatków do kuchni, czyli rękawica kuchenna - empik 9,90 PLN...

6. ... ręcznik kuchenny - empik 12,90 PLN...

7. ... i uroczy kubek w zygzaki - dekoria.pl 18 PLN.

8. Czarno białe zygzaki świetnie sprawdzą się również na wszelkiego typu lampkach i żyrandolach. Na zdjęciu abażur ze strony decomania.pl w cenie 178,90 PLN.

9. Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że pudełek na drobiazgi nigdy za wiele. Te w paski znajdziecie w H&M Home 29,90 PLN.

10. Ramki to coś, co uwielbiam we wnętrzach. Na nich paski i zygzaki również całkiem gustownie się prezentują. Komplet ze zdjęcia kupicie w ikea za 49,99 PLN.

Nawet nie zdążyłam się obejrzeć a minęła już wiosna. Od dobrych kilku dni mamy lato, a ja korzystając z upragnionego urlopu postanowiłam usiąść, przemyśleć sobie wszystko i podsumować całą wiosnę w jednym poście. Zapraszam!

Co się wydarzyło?

1. Wiosna jak co roku jest dla mnie oznaką przemijającego czasu. Od 16 kwietnia liczę sobie 23 wiosny. Niedługo na poważnie trzeba będzie zacząć rozglądać się za pierwszymi kremami przeciwzmarszczkowymi. ;) Tu zobaczycie post urodzinowy.



2. Przygarnięcie dwóch kotów było zdecydowanie jednym z najprzyjemniejszych kroków, jakie podjęłam tej wiosny. Pyzia i Dyzia są przeurocze, jestem nimi oczarowana i cieszę się, że mogłam podarować im dom i swoją miłość. Odwdzięczają się z nawiązką! W tym poście widzieliście je po raz pierwszy. 



3. Wiosną zaczęłam też robić coś, czego nigdy bym się po sobie nie spodziewała - zaczęłam biegać. Powiem Wam, że wkręciłam się na maksa i... nawet to polubiłam. Moja kondycja w krótkim czasie uległa zdecydowanej poprawie i daje mi to mega satysfakcję. Polecam wszystkim!



4. Co jeszcze? Odkryłam w sobie... duszę kuchcika. ;) To kolejny punkt, którym jestem totalnie zaskoczona. Do tej pory, gdy tylko dotykałam czegoś w kuchni wszystko się paliło i wybuchało. Moje tegoroczne wiosenne przysmaki to domowa pizza, placki jogurtowe z borówkami (tutaj przepis) i ciasto z czereśniami. Na zdjęciu natomiast pokazuję mój wiosenny przysmak - rozgniecione truskawki z jogurtem naturalnym i cukrem. Omnomnom. ♡




5. No i przede wszystkim - tej wiosny wróciłam do blogowania. Tęskniłam za tym podczas tej kilkumiesięcznej przerwy. Muszę jeszcze popracować nad wbiciem się znów w ten rytm blogowania, ale dam radę. ;)


Muzyka

Czego słuchałam? Nie ma tego dużo. Piosenkę Kasi Popowskiej baaardzo często sobie nucę, Indila świetnie nadawała się w pochmurne dni pełne przemyśleń, a przy Andalouse przyjemnie mi się ćwiczyło. ;)


Podsumowanie wishlisty

Moją wiosenną wishlistę widzieliście tutaj. Jak zwykle nie udało mi się całej spełnić. Dżinsy są, buty sportowe widzieliście już wyżej. Bluzka, tusz i kopertówka również znalazły się w moim posiadaniu. Pozostał case na telefon i skórzane baleriny. Może uda się zrealizować te punkty kolejnym razem. ;)


Linki godne polecenia

1. Wynalazek nad wynalazkami czyli listenonrepeat.com. Zbawienie dla tych, którzy lubią gwałcić replay na youtube. ;) Wystarczy po wejściu w pożądany filmik w linku "youtube" zamienić na "listenonrepeat" albo "youtuberepeat" i możemy do woli delektować się ulubioną muzyką.

2. Beztłuszczowe chipsy z mikrofalówki to jest coś. Muszę tylko opatentować sposób na nie bez tego cuda z przegródkami. Na talerzyku nie wychodzą. :(

3. Całą wiosnę intensywnie korzystałam z Pinteresta. Bardzo mnie ta stronka wkręciła i polecam wszystkim. Tutaj mój profil
W końcu w czerwcu przyszła taka prawdziwa, ciepła wiosna. Maj był zdecydowanie zbyt zimny i deszczowy jak dla mnie. Jako zmarzlak jestem absolutnym fanem upałów i skwaru lejącego się z nieba. W końcu można sięgać po spódniczki, sukienki i szorty, bez obaw, że się zmarznie.

Dzisiaj pokazuję właśnie mój ostatni łup wyprzedażowy - przeuroczą piankową spódnicę z wykończeniem w "chmurkę". Do tego ten piękny, pastelowy, iście wiosenny kolor - no po prostu nie mogłam jej nie wziąć. Co myślicie? :)








spódnica - mohito | koszula - house | torebka - textil market | buty - labotti.pl | zegarek - cropp


(Wiem, że już jest po pierwszym dniu lata, ale posta przygotowywałam jeszcze w zeszłym tygodniu. Po prostu nie miałam okazji dodać go wcześniej. Nadmiar pracy mnie wykończył. ;))
Minął już miesiąc odkąd przygarnęliśmy z Rafałem nasze dwie małe kocie miłości. To niesamowite jak ten czas leci! Jeszcze nie tak dawno były takie malutkie, nieśmiałe i przerażone tą całą przeprowadzką, a dziś są już całkiem pokaźnych rozmiarów diabełkami, które włażą wszędzie tam, gdzie nie powinny. ;) Myślę, że po tym czasie mogę już śmiało wypowiedzieć się w kwestii co jest potrzebne a co nie, co jest absolutnie niezbędne, kiedy mamy kota i jak przygotować się na nowego kociego współlokatora.


1. Miska - coś, co przydaje się właściwie niemal każdemu domowemu zwierzakowi. Najlepiej żeby były dwie. Jedna na karmę, druga na wodę.

2. Kuweta jest absolutnie niezbędna, kiedy nasz kot większość czasu spędza w mieszkaniu - w końcu gdzieś musi się załatwiać. Sklepy oferują bardzo różne kuwety, zarówno pod względem kształtu jak i koloru. Mogą być zwyczajne, w formie niezbyt głębokiej miski, mogą być przykrywane w formie budki z otworem, przez który kot wchodzi do środka.

3. Ten punkt ściśle wiąże się z poprzednim i z własnego doświadczenia powiem, że szufelka bardzo się przydaje. ;) Na samym początku, gdy jeszcze dopiero kompletowaliśmy naszą kocią wyprawkę, radziliśmy sobie trochę inaczej i kocie kupy wyciągaliśmy z kuwety po prostu ręką w woreczku. Szufelka jest tu bardzo fajnym ułatwieniem.

4. Legowisko jest właściwie elementem który można pominąć, ale jak ktoś chce i ma taką potrzebę to czemu nie. Kot tak naprawdę i tak będzie leżał tam, gdzie mu się żywnie podoba, niekoniecznie w legowisku. ;)

5. Coś, co trzeba mieć koniecznie w przypadku małych kociąt - zabawki! Najlepiej żeby były różne - zarówno takie, którymi kot będzie bawił się sam (pluszowe myszki, piłeczki, zabawki na sprężynce), jak i te, którymi my będziemy mogli się z nim bawić (laser, zabawka na wędce, piórka na patyczku).

6. Szampon to właściwie coś co może być, ale nie musi. Niektórzy są zdania, że kot myje się sam i nie trzeba go już kąpać. My przygarnęliśmy kociaki z wioski, mieszkające gdzieś w szopie, więc w największej czystości się nie wychowywały. Jak tylko mniej więcej się już z nami oswoiły wykąpaliśmy je i na pewno ten zabieg powtórzymy w przyszłości. Sierść po kąpieli w szamponie dla kotów robi się cudownie miękka i pachnąca.

7. Drapak na pewno się przyda, jeśli nie chcemy, by kot poniszczył nam meble. A raczej nikt tego nie chce. ;) My swój (bardzo podobny do tego ze zdjęcia) zakupiliśmy w biedronce za około 30 zł podczas majowej promocji na akcesoria dla pupilów. Ważne jest, aby taki drapak postawić w miejscu, gdzie spędzamy większość czasu. Pozostawiony w pustym przedpokoju raczej nie będzie zachęcał do drapania (to sprawdzone!). Bardzo ciekawą formą może się okazać też punkt kolejny czyli...

8. ... drapak-dywanik. Dobre rozwiązanie, gdy kot uparcie drapie dywany.

9. Przeżyłam już kilka wizyt u weterynarza i wiem, że bez transportera jest ciężko. O ile jedzie się we dwójkę i jedno prowadzi, a drugie trzyma koty, to jeszcze jakoś da się dojechać (choć i tak trudno jest je utrzymać w miejscu), natomiast kompletnie nie wyobrażam sobie podróży w pojedynkę.

10. Coś do kuwety czyli żwirek, w którego trzeba się już zaopatrywać na bieżąco. W zależności od preferencji i czułości na zapachy można dokupić też pochłaniacz zapachów.

11. Jedzenie! Czyli coś co kot uwielbia. ;) W sklepach jest tego całe mnóstwo, więc na pewno każdy znajdzie coś, co jego kotu będzie najbardziej odpowiadało. Pamiętajcie tylko, by małe kocięta karmić karmą typu junior - ma ona o wiele mniejsze kawałeczki i dużo witamin potrzebnych do rozwoju maluchów.

To już wszystko, co trzeba zawrzeć w wyprawce dla kotka. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Jest jedno ale - nie musisz przepłacać. Wiele z tych rzeczy można czymś zastąpić lub zrobić samodzielnie. Za miskę może służyć spodek, kuwetę można zorganizować w starej misce czy blaszce do pieczenia, a legowiskiem może być pudełko wyłożone poduszką. Drapak bardziej kreatywni na pewno zdołają zrobić sami, podobnie zabawki. Zabawki to w sumie najłatwiejsza rzecz na świecie. Wystarczy kawałek folii aluminiowej zwiniętej w kulkę, drobne pluszaki, piłka do tenisa stołowego, kawałek wstążki czy sznurówka, a nawet papierek po cukierku. No i pudełko. Najlepiej żeby miało dziury. Kot zadowoli się wszystkim. ;)

Mam nadzieję, że ten koci niezbędnik pomoże wszystkim tym, którzy planują przygarnąć pod swój dach kota. Na koniec pokażę jeszcze moje dwa małe skarby. Czyż nie są urocze? :)












Czas na nowość na moim blogu! Kącik kuchenny planowałam od dawien dawna, ale przyznam się bez bicia, asem kulinarnym to ja nie jestem. ;) Prezentować będę tu raczej proste, smaczne dania, które każdy będzie mógł bez większego problemu wykonać. Na pierwszy ogień idą placki z borówkami, które od pewnego czasu męczę, a one wcale mi się nie nudzą.


POTRZEBNE SKŁADNIKI

250 g jogurtu naturalnego bądź maślanki
2 jajka
2 łyżki oleju + olej do smażenia
2-3 łyżki cukru lub cukru pudru
1 i 1/3 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
sól, cukier wanilinowy
borówki


Do miski wlewamy jogurt, olej, wbijamy jaja. Całość miksujemy, lub po prostu mieszamy łyżką, bądź za pomocą trzepaczki. Teraz dodajemy cukier (ja użyłam cukru pudru), proszek do pieczenia, szczyptę soli, trochę cukru wanilinowego i mąkę. Mieszamy.



Czas na borówki! Kiedy nie miałam pod ręką borówek, próbowałam zrobić placki z truskawkami, ale to nie było to. Sok bardzo mocno wyciekał i wręcz palił się na patelni mimo małego ognia, trzeba było po każdej porcji porządnie wycierać patelnię. Borówki są zdecydowanie lepsze, a placki z nimi smaczniejsze, co potwierdził również mój mężczyzna. ;) Owoce wrzucamy po prostu do miski i całe ciasto znów mieszamy. Część borówek zostawiłam na dekorację placków na talerzu.




Teraz zostało już tylko usmażyć placuszki. Nakładamy łyżką porcje na patelnię, starając się by w każdej z nich były minimum 2-3 borówki. Jeżeli ciasto wyszło za gęste i ciężko jest uformować ładne placuszki, zawsze można dolać odrobinę mleka. Kiedy zarumienią się brzeżki i pojawią się bąbelki na powierzchni placka, przewracamy na drugą stronę. Nadmiar oleju z usmażonych placków można odsączyć na papierowym ręczniku.


Jeszcze chwila i... gotowe. Z takiej porcji wychodzi około 16-20 placuszków, w zależności od ich wielkości. Z czym je jeść? Można z jogurtem, z bitą śmietaną, można je po prostu oprószyć cukrem pudrem. Ja uwielbiam je w wersji ze słodzoną śmietaną. Na wierzchu rozrzucam jeszcze kilka borówek i już można wcinać. Smacznego! ;)


Nie wiem, czy macie podobne spostrzeżenia, ale ja przyglądając się innym ludziom na ulicy mam wrażenie, że niektórzy ubiorem na siłę próbują zrobić z siebie kogoś, kim nie są. To zadziwiające jak pogoń za modą na nas wpływa. Coś staje się modne, a my zaraz chcemy to mieć, nawet jeżeli nie pasuje to do naszej figury, urody czy choćby nawet charakteru.

Poniekąd to rozumiem, bo swego czasu sama taka byłam. Pokazywałam się na blogu w porwanych czarnych rajstopach, bo to mi się aktualnie podobało. Przyodziewałam ćwieki, ciężkie buty, naszyjniki z kolcami zupełnie ignorując fakt, że mam na to zbyt delikatną urodę i charakter. Nie zaprzątałam sobie wtedy głowy myślami, że ten ubiór w moim przypadku to kompletna pomyłka. Teraz mogłabym naliczyć takich błędów całe mnóstwo, ale... w sumie na tym to właśnie polega. Przez takie pomyłki krok po kroczku zbliżamy się do swojego własnego stylu. Takiego który do nas pasuje, z którym tworzymy harmonijną całość.

Podobnie działo się w przypadku mody na dziurawe jeansy boyfriendy, za którymi tak goniłam. Przez rok przymierzyłam ich całe mnóstwo. I wiecie do jakiego wniosku doszłam? Ten typ spodni po prostu do mnie nie pasuje. ;) Duże, mocne dziury kłócą się z moją delikatnością, a luźny krój nie sprawdza się przy mojej figurze. Ostatecznie decyzja padła na spodnie o subtelniejszych przetarciach i niezbyt luźnym kroju. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że jest idealnie!












spodnie - sinsay | buty - labotti | bluzka - house | torebka - Textil Market | zegarek - cropp | naszyjnik - pepco | pierścionki - beeline